Rozdział 1 Z perspektywy Candice
Zamknęłam szczelnie drzwi do mojego pokoju z nadzieją, że za chwilę nikt nie zapuka. Położyłam się na łóżku i spojrzałam w sufit. Czułam się samotna. Z dala od rodziców i starych znajomych. To miejsce przyprawiało mnie o dreszcze. W zasadzie to nie wiem nawet dlaczego rodzice mnie tu przywieźli. Ale nie czas na rozmyślanie o tym, bo jestem 500 mil od domu i nic tego nie zmieni. Pokój, w którym mieszkam nie jest zły, ale mógłby być lepszy. Obok mojego łóżka stoi drugie pojedyncze. Opiekunka powiedziała, żebym w najbiższych dwóch dniach spodziewała się nowej lokatorki. Czy byłam z tego zadowolna? Hmm, chyba raczej nie. Ale to nie ja o tym decyduję. Powoli zasypiałam. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem. Rano jakaś kobieta przyjechała, żeby zrobić wywiad i zdobyć trochę informacji do prasy. Wieczorem mieliśmy ognisko. Było jak każde inne. Mnóstwo komarów, śmierdzącego dymu. Jedyne co lubiłam w ogniskach to patrzeć na ogień. W przenośni można powiedzieć, że płomienie są żywe. Ruszają się i próbują wydostać z ognia, tak jak niekótrzy ludzie z życia. Może zanudzam was tymi ciągłymi prównaniami i filozoficznym myśleniem, ale założę się, że każda osoba, która tu mieszka od dłuższego czasu, przeżywa to samo co ja, więc nie tylko w moim przypadku się z tym spotykacie.
-Candice śpiochu wstawaj!
Usłyszałam głos Louisa, który stał nade mną. Prawie codziennie musi mnie budzić, bo uwielbiam spać. Jedyne co mnie cieszy w tym miejscu to to, że nie ma szkoły, ale za to co drugi dzień chodzimy na świetlicę i mamy zajęcia z psychologiem. I jak zawsze nie ma co robić, więc wymknęliśmy się z Luisem na przyuliczną dyskotekę. Było super troche wypiliśmy, potańczliśmy, poznaliśmy troszke ludzi. Jednym słowem mówiąłc było ZAJEBIŚCIE. Posiedzieliśmy jeszcze może z godzinkę i wracając do zakładu nagle urwał mi się film i nie wiem co działo sie w drodze powrotnej. I właśnie do dziś zastanawiam się jak trafiłam do łóżka Luisa i czemu on spał ze mną. No, ale chyba nie mam co narzekać, bo oboje coś do siebie czujemy. Gdy obudziłam się Louisa już nie było. Szybko przebiegłam do swojego pokoju i przebrałam sie w jakieś normalne ciuchy. Zastanawiłam się gdzie mógł pójśc Louis. Szukałam go po całej placówce, a dopiero po jakimś czasie okazało sie, że wezwała go dyrektorka zakładu. Po jakieś pół godziny wreszcie Louis pojawił się w swoim pokoju. Niestety nie martwiąc mnie nie chciał mi powiedzieć o co chodzi. Ale jak zwykle przysło mi tysiące myśli.
-Louis, powiedz mi co się stało. Czemu milczysz? - zapytałam ze łzami w oczach.
Wkurzona na niego wybiegłam z pokoju, przynużona tą całą sytuacją zamknełam się w pokoju i nie chciałam więcej nikogo słyszeć. A na dodatek jutro mija drugi dzień, kiedy przyszła do mnie opiekunka i mogę się spodziewać lokatorki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz